Tegoroczna rywalizacja w PLFA1 dobiega końca. Czas na finał, który odbędzie się w Krakowie. Zmierzą się w nim niepokonani zwycięzcy północy i południa. Najlepszy atak i najlepsza defensywa na pierwszoligowym froncie. Dwa kluby, które już za rok zobaczymy w Toplidze. O tryumf w PLFA1 Kings zagrają z Warsaw Sharks.

- Kraków Kings vs. Warsaw Sharks

[azexo_post template=”next-match” post_id=”2427″]

– Wszyscy są skupieni na finale. Każdy trener pozycyjny analizuje taktykę przeciwnika i ustawia formacje pod zagrania. Będziemy gotowi w 100 %. Obaw raczej nie ma, jednak jest to finał i będziemy grać ze statystycznie najlepszą ofensywą w PLFA1. Nie może zabraknąć nam skupienia, tutaj każdy, nawet najmniejszy błąd może przechylić szale zwycięstwa. Sharks są drużyną z Topligowym doświadczeniem. Wiedzą jak wygrywać, co pokazali w tym sezonie. Mają wielu świetnych zawodników. Z naszej perspektywy kluczowe będzie zatrzymanie Luke’a Zetazate. W poprzednim meczu skutecznie wyłączyliśmy amerykańskiego zawodnika Lakers, co było świetnym przetarciem przed finałem. Offense wins games, defense wins championships. Nastawiamy się na dobry mecz i emocje do ostatniej sekundy. – Jakub Spałek, Kraków Kings.

Niemal równo rok temu Królowie kończyli sezon przegrywając ostatni mecz nieudanych rozgrywek. Zwycięzcy PLFA1 z roku 2015 zaliczyli zaledwie trzy tryumfy i stracili wszelkie szanse na awans do playoffs i walkę o obronę tytułu. Ich pogromcami byli późniejsi mistrzowie, Tychy Falcons, którzy po raz drugi z rzędu wbili krakowskim rywalom aż pięćdziesiąt punktów. Słaby początek rozgrywek sprawił, że strat w tabeli do ambitnych przeciwników nie udało się odrobić i Królowie rozpoczęli offseason zdecydowanie szybciej niż zakładali. Mieli nad czym myśleć. Zdawali sobie sprawę, że ich potencjał organizacyjny, trenerski i zawodniczy zdecydowanie przewyższa osiągnięty rezultat. Wpadka błyskawicznie została przekuta w naukę i wielki motywator na przyszłość.

W jeszcze trudniejszej sytuacji byli Sharks. Zwyciężyli, co prawda swój ostatni mecz z Kozłami, ale była to wygrana jedynie na otarcie łez. Klub uratował Topligowy byt, jednak jego pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej niemal gwarantowało rychły rozpad i przedłużenie niechlubnej serii wysokich porażek. Zarząd Sharks podjął trudną decyzję i postanowił opuścić Topligowe szeregi. Dobrowolna degradacja do PLFA1 miała być ryzykowną szansą na odbudowę. Strategia przyniosła oczekiwany efekt. W mijających rozgrywkach Rekiny wywalczyły trzykrotnie więcej zwycięstw niż w sumie, w trzech pierwszych sezonach istnienia klubu.

Gospodarze finałowej batalii wykonali w bieżących rozgrywkach wielki krok naprzód. Rok temu tracili średnio ponad 26 punktów w meczu, by tym razem obniżyć ten rezultat do zaledwie siedmiu punktów. Aż czterokrotnie zwyciężali „do zera”, co było szczególnie imponujące w meczu półfinałowym przeciwko Olsztyn Lakers. W przypadku Sharks różnica w statystycznych osiągnięciach jest jeszcze większa. Przed rokiem w Toplidze przegrywali średnio 17 – 37. Na pierwszoligowym poziomie pokonują rywali ponad trzydziestoma punktami, wbijając im niemal zawsze po sześć przyłożeń, a samemu tracąc mniej niż dwa. To cyferki idealnie obrazujące różnicę pomiędzy wymaganiami jakie przed klubami stawiają PLFA1 i Topliga.

Sobotni finał będzie pierwszym w historii starciem obydwu drużyn. Mimo to Kings będą przeżywać swego rodzaju deja vu. Kiedy przed dwoma laty wygrywali pierwszoligową rywalizację, w finale pokonali klub prowadzony przez Luke’a Zetazate. Doświadczony rozgrywający zza oceanu bronił wtedy barw Seahawks Sopot. W tym roku Sharks z tym samym playmakerem grają na licencji Jastrzębi z trójmiasta. Czy ich dyrygent zdoła zarazić kolegów z drużyny rządzą finałowego rewanżu?

– Atmosfera jest bojowa, jak w każdej drużynie przed najważniejszym meczem sezonu. Nikt nie musi nikogo motywować. Każdy z nas odlicza czas do kickoffu. Nie myślimy o przyszłym sezonie. Liczy się tylko i wyłącznie finał. Dokładnie przestudiowaliśmy grę naszych rywali. Jesteśmy gotowi zrealizować swój cel czyli mistrzostwo. #onemoregame – Mateusz Dzioban, Warsaw Sharks.

[azexo_html]JTNDaWZyYW1lJTIwc3JjJTNEJTIyaHR0cHMlM0ElMkYlMkZ3d3cuZmFjZWJvb2suY29tJTJGcGx1Z2lucyUyRnBvc3QucGhwJTNGaHJlZiUzRGh0dHBzJTI1M0ElMjUyRiUyNTJGd3d3LmZhY2Vib29rLmNvbSUyNTJGa2liaWNQTEZBJTI1MkZwb3N0cyUyNTJGMTQwMDYxMzI0MDAzMTYyMiUyNndpZHRoJTNENTAwJTIyJTIwd2lkdGglM0QlMjI1MDAlMjIlMjBoZWlnaHQlM0Q0NTUlMjIlMjBzdHlsZSUzRCUyMmJvcmRlciUzQW5vbmUlM0JvdmVyZmxvdyUzQWhpZGRlbiUyMiUyMHNjcm9sbGluZyUzRCUyMm5vJTIyJTIwZnJhbWVib3JkZXIlM0QlMjIwJTIyJTIwYWxsb3dUcmFuc3BhcmVuY3klM0QlMjJ0cnVlJTIyJTNFJTNDJTJGaWZyYW1lJTNF[/azexo_html]

autor: Dawid Biały foto: Sławek Boczkowski